Holandia - Amsterdam bez przewodnika

Samolot zniża lot, przebija się przez warstwę chmur i podchodzi do lądowania. Pod nim płaski teren, pocięty rowami na prostokąty. Rowy wypełnione wodą.

...No tak, to już Holandia. Za dwie godziny będziemy w Amsterdamie.


Pierwsze wrażenie na lotnisku - oj, chyba wylądowaliśmy na Karaibach. Oprócz turystów i obsługi w uniformach pilotów i stewardess, rzuca się w oczy spora liczba ubranych na kolorowo ciemnoskórych, niewysokich i uśmiechniętych młodzianów z dredami na głowach. I prześlicznych, brązowych dziewcząt.

Jednośladowi królowie szos


Nie inaczej jest w samym Amsterdamie. Zwłaszcza wieczorem. Wtedy całe miasto wraz z tysiącami turystów schodzi się do centrum, żeby podyskutować przy piwie w którejś z setek knajp. Trzeba tylko uważać, żeby nie wypić za dużo, bo można wpaść do kanału, z których część nie ma barierek.
Drugie „pierwsze” wrażenie to rowery. Mnóstwo rowerów. Bo każdy Holender ma swój jednoślad. I pierwszeństwo w poruszaniu się po wszystkich drogach. Miejscowi nie zapuszczają się zresztą bez wyraźnej potrzeby do centrum samochodami, bo przejazd trwa zbyt długo. Nie oznacza to jednak, że rower zapewnia zupełnie płynne poruszanie się. Czasem zdarzają się... korki rowerowe.
Rower można wypożyczyć w części hoteli i wielu wypożyczalniach. Trzeba go jednak bardzo pilnować, bo w Holandii rowery są kradzione. Holendrzy o kradzieże rowerów posądzają tradycyjnie... Niemców. Tradycja ta wzięła się to stąd, że w czasie wojny armia niemiecka rekwirowała wehikuły tysiącami.

Wpadnij do mnie na łajbę


Kolejny widok, którego nie da się nie zauważyć to żaglówki i łodzie. Każdy Holender stawia sobie za punkt honoru posiadanie jakiejś łajby. Jeśli akurat ich nie stać, pływają w klubach żeglarskich. Niektórzy nawet mieszkają na barkach, a ostatnio nawet na barkach budowanych jako mieszkalne, w tym także w Polsce. No i te okna bez firanek. To też - jak kradzieże rowerów - relikt przeszłości. Gdy Holandia była mocarstwem handlowym, rodziny wypatrywały powracających statków. By było łatwiej patrzeć, nie stosowano firanek i tak już zostało.
Holendrzy są uczuleni na punkcie czystości. Swoje bezfirankowe okna myją średnio co miesiąc. Szczególnymi względami darzą natomiast czystość w łazienkach. Mawiają: pokaż mi swoją łazienkę, a powiem ci czy jesteś dobrym, czy złym Holendrem.
Amsterdam jest położony na groblach i wyspach, na grząskim gruncie, wygrzebywanym z dna kanałów. Dlatego można w nim spotkać wiele domów, które są przechylone to w jedną, to w drugą stronę. Niestety, nie ma już zabudowy średniowiecznej, bo gęsto „upakowane” domy spłonęły solidarnie w XV wieku. Te nowsze jednak też są (już) stare i warte obejrzenia, zwłaszcza mieszczańskie, bogato zdobione kamienice kupców.

Van Gogh i koty


Miasto ma też tradycyjne rozrywki, czyli ważne muzea. Najważniejsze to Rijksmuseum, w którym znajdziemy płótna wszelkich mistrzów flamandzkich, wśród nich słynną „Nocną Straż” Rembrandta, łamiącą ówczesne zasady dotyczące perspektywy. Jest też Muzeum van Gogha, poświęcone tylko temu artyście. Na turystów żądnych ciekawostek czeka Gabinet Kotów (wśród nich kręcą się żywe, ale nie zaliczają się do eksponatów) i arcyciekawe muzeum Biblii, posiadające największą na świecie kolekcję przeróżnych świętych pism, tudzież ich dokładnych kopii. Jest też małe muzeum Anny Frank, holenderskiej Żydówki prowadzącej swój pamiętnik w czasie wojny. Do tego stary browar, muzeum morskie, miejskie, dwa muzea fotografii, muzeum diamentów, torebek, wojen i jeszcze wiele innych.
Nie można też pominąć bardziej nowoczesnych rozrywek. Jedną z nich jest „dom muzyki” - Muziekgebouw aan ’t Ij, sala koncertowa przeznaczona dla koncetów muzyce nowoczesnej, w tym jazzowi. Inną ciekawostką, ale za to praktyczną jest ulica Albert Cuypstraat, na której zlokalizowano targ staroci. Obecnie stoiska z bibelotami stanowią mniejszość, ale za to można najtaniej w całym (bardzo drogim) mieście zrobić codzienne zakupy, począwszy od batoników, a na ekskluzywnych ciuchach kończąc.
Warto zajrzeć do dzielnicy Plaantage. To część miasta, zbudowana na diamentowych fortunach. To tam właśnie można zobaczyć największe i najwspanialsze holenderskie rezydencje, tonące w soczystej zieleni. W Plaantage jest też coś, czego nie można pominąć: ogród botaniczny, który powstał w XVII wieku, jako plantacja ziół dla miejskich aptek.

Informacje praktyczne


Amsterdam najłatwiej zwiedzać z roweru. Kto tego nie lubi, może kupić elektroniczny bilet na prawie wszystkie środki transportu w całej Holandii, w tym na koleje, tzw. ov-chipkard. Warto kupić także kartę I Amsterdam. Zapewnia darmowe przejazdy, wycieczki statkiem, wstęp do muzeów i sporo zniżek.
Miłośnikom historii i sztuki poleca się Museumkaart - bilet uprawniający do wstępu do prawie wszystkich muzeów w całej Holandii. Wydatek najszybciej zwróci się fanatykom sztuk wszelakich, wystarczy, że przespacerują się po Spiegelkwatier - samych muzeów jest tam 11.
Noclegi są drogie, więc nie należy szukać niczego „lepszego”, niż hostel. Wszystkie przybytki noclegowe są sterylnie czyste i z kulturalną obsługą.
 
Holandia Amsterdam